Ku pokrzepieniu serc. Emerytura jest okresem życia dającym , wbrew pozorom, najwięcej możliwości. Nie poddawać się. Nie zamykać. Przypomnieć sobie stare pasje, tworzyć nowe.
czwartek, 16 sierpnia 2012
Limeryki
Ale i tak limeryki sa moją ulubioną formą
Grupa hiszpańska ma zajęcia po « anglikach ». Ciekawostka- lektor ten sam.
A nawet jeden z «anglików» chodzi z nami.
Dostali zadanie- pierwszy wiersz limeryku:
there was a young pilot from Hungary
Dopisać resztę. Proszę bardzo:
there was a young pilot from Hungary
whatever happened he was still hungry
once he dreamed that was eating his shoes
woke up rapidly, there was no time to lose
but it was a truth,
now he flies barefoot and angry
mam jaką taką wprawę bo w dawnych czasach nauki angielskiego układałem je masowo. Nie zacytuję bo większość z nich niecenzuralna.
Ale ten mogę zacytować. Przy okazji gry w GO: atari – to tak jak « szach » w szachach. Damezumari to postawienie siebie samego w pozycji zagrożenia.
Once upon a time one of my friends
Was playing GO. Very wisely. And
Once he announced ATARI
He was in DAMEZUMARI
It wasn’t for him happy end
niedziela, 12 sierpnia 2012
hop! w szuwary
Bardzo popularne są przekręcenia językowe w piosenkach. Głównie wynikają one z niezrozumienia do końca teksatu, słabej znajomości języka etc
Moja koleżanka Ania w szkole powiedziała kiedyś że bardzo podoba sie jej utwór Paula Anki "Put your hand on my soldier". Chodziło oczywiście o „put your head on my shoulder”. Nie skumała gdy zaproponowałem jej: do it
W szkole przy słabej znajomości angielskiego dopowiadaliśmy sobie różności i np. elvisowskie "I gotta know" brzmiało jak: oh, gary - no! (że niby nie chce zmywać garów)
Gdy po raz pierwszy usłyszałem (na żywo) „Mesjasza” Haendla zadziwił mnie początek- wyraźnie usłyszałem "come for tea, my people" i zdziwiłem sie że zaprasza na herbatę. przy drugim razie, a starałem się uważniej słuchać, usłyszałem: I'm forty, my people. też skucha, bo czterdziestki Mesjasz (czyli Chrystus) , jak wiadomo nie dożył. Przy kolejnym razie zdesperowany sięgnąłem po oryginał, gdzie stoi jak byk: "comfot ye, my people" co zostało przetłumaczone na: Przyjdźcie, Syjon pocieszajcie. Dziwny język ten staroangielski.
a propos, w jakim utworze chórek śpiewa: „hop! w szuwary”?,- no jasne- sugar baby love.
W Algierii w radio słyszeliśmy często piosenkę w arabskich rytmach z powtarzającym się motywem: „7 on line”. Indagowani arabowie za cholerę nie mogli się domyśleć o co chodzi. Wreszcie gdy zanuciłem melodię rozszyfrowali- nie „Seven on Line” lecz „Sidi Allah” (Sidi znaczy Wielki Pan). Ale o mały włos się nie obrazili.
piątek, 10 sierpnia 2012
lapsusów jezykowych ciąg dalszy
Czego ten Rachid (kierownik pracowni w Tlemcen w Algierii) chce ode mnie? Ciągle przychodzi i pyta czy projekt będzie w terminie- pyta zadziwiony kolega Rychu. Odpowiadam że tak, a on następnego dnia znów przychodzi i denerwuje się.
A jak pyta?- zaciekawiłem się
Terminé ?- (skończone ?)
Terminé, terminé, - odpowiadam.
Dawno temu w Algierii trenowałem karate. Nasz sensei Ayachi, dumny ze swojej znajomości angielskiego zaprosił na sparring dryżynę z miejscowości gdzie stacjonowali amerykanie, próbując dobrać się do miejscowej ropy. Nasi byli nieźli, szczególnie taki jeden zwany przez nas pieszczotliwie gorylkiem- czarny pas. Ale trafiła kosa na kamień- wśród amerykanów zjawił się chyba sam Bruce Lee lub Chuck Norris.
Lał wszystkich, a naszego gorylka w finalnej walce- kumite – niszczył. Zawzięty jednak nie był i widząc what’s up pyta Ayachiego czy kontynuować. Ayachi z tego stresu zapomniał języka w gębie (angielskiego na pewno) i mówi : « no, merci . I tu dopiero się zaczęło. « No mercy » znaczy wszak po angielsku: bez litości !! Ale dobra wiadomość- gorylek wyżył.
A mój dyrektor, już w Polsce, znający nieźle niemiecki, próbował swych sił także po angielsku. Ulubionym przykładem że darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda było zdanie : if you become a horse... (jeśli dostaniesz konia). I znów nieszczęsnik wsadził niemieckie « bekommen » czyli dostać. Przetransponowane gracko na become czyli zostać znaczy : Jeśli zostaniesz koniem...
Spece od marketingu też muszą uważać. W krajach kręgu języka hiszpańskiego nie idzie za nic biżuteria firmy Joder. Ktoś w końcu sprawdził- po niewczasie- to słowo bardzo brzydkie i popularne w sferze kultury amerykańskiej. I krótkie.
Pajaro po hiszpańsku to ptak. Ptaszek. A Pajero ? Mitsubishi zanotowało spektakularną klęskę na rynku hiszpańskim i musieli je przechrzcić na «Montero». Ach czemuż to – załamywali specjaliści ręce po sprawdzeniu w słownikach- tam jak byk stoi- «zaćmienie» czyli Eclipse. A taki model naszego auta sprzedaje się świetnie ! Cóż kiedy w potocznym slangu ma to bardzo brzydkie znaczenie, i bardzo obraźliwe w kręgu kultu macho.
A jak pyta?- zaciekawiłem się
Terminé ?- (skończone ?)
Terminé, terminé, - odpowiadam.
Dawno temu w Algierii trenowałem karate. Nasz sensei Ayachi, dumny ze swojej znajomości angielskiego zaprosił na sparring dryżynę z miejscowości gdzie stacjonowali amerykanie, próbując dobrać się do miejscowej ropy. Nasi byli nieźli, szczególnie taki jeden zwany przez nas pieszczotliwie gorylkiem- czarny pas. Ale trafiła kosa na kamień- wśród amerykanów zjawił się chyba sam Bruce Lee lub Chuck Norris.
Lał wszystkich, a naszego gorylka w finalnej walce- kumite – niszczył. Zawzięty jednak nie był i widząc what’s up pyta Ayachiego czy kontynuować. Ayachi z tego stresu zapomniał języka w gębie (angielskiego na pewno) i mówi : « no, merci . I tu dopiero się zaczęło. « No mercy » znaczy wszak po angielsku: bez litości !! Ale dobra wiadomość- gorylek wyżył.
A mój dyrektor, już w Polsce, znający nieźle niemiecki, próbował swych sił także po angielsku. Ulubionym przykładem że darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda było zdanie : if you become a horse... (jeśli dostaniesz konia). I znów nieszczęsnik wsadził niemieckie « bekommen » czyli dostać. Przetransponowane gracko na become czyli zostać znaczy : Jeśli zostaniesz koniem...
Spece od marketingu też muszą uważać. W krajach kręgu języka hiszpańskiego nie idzie za nic biżuteria firmy Joder. Ktoś w końcu sprawdził- po niewczasie- to słowo bardzo brzydkie i popularne w sferze kultury amerykańskiej. I krótkie.
Pajaro po hiszpańsku to ptak. Ptaszek. A Pajero ? Mitsubishi zanotowało spektakularną klęskę na rynku hiszpańskim i musieli je przechrzcić na «Montero». Ach czemuż to – załamywali specjaliści ręce po sprawdzeniu w słownikach- tam jak byk stoi- «zaćmienie» czyli Eclipse. A taki model naszego auta sprzedaje się świetnie ! Cóż kiedy w potocznym slangu ma to bardzo brzydkie znaczenie, i bardzo obraźliwe w kręgu kultu macho.
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Lapsusy, pułapki i żarty językowe
W TV idzie „Młody Frankenstein” na szczęście w wersji oryginalnej. W pewnej chwili naszym bohaterom drzwi otwiera kamerdyner i pokazując drogę mówi: walk this way. Idzie utykając a oni za nim utykając w identyczny sposób.
Takich żartów słownych są miliony i każdy może wymienić na pewno całą kopę.
U mnie w czołówce jeszcze jeden:
Przyjaciel Asterixa- Obelix zakochał się w pięknej i młodej kobitce. A on, jak wiadomo grubas niezbyt atrakcyjny więc bez szans. I wszyscy próbują mu to wyperswadować. Nawet wódz plemienia którego noszą (dla dodania powagi) na tacy. Daj sobie spokój- mówi- odpuść (LAISSE TOMBER). Usłyszawszy to, ci co go nieśli- rzucili tacę i biedak z hukiem spadł. Dlaczego? Otóż laisse tomber znaczy dokładnie – daj spaść (zostaw niech spadnie).
W komiksie o Asteriksie (ci sami autorzy co w książkach o Mikołajku) mnóstwo znakomitych dowcipów. W pamięci utkwił mi jeden: otóż na budowę pałacu dla Kleopatry przyjmowani są nowi robotnicy podają swoje personalia oczywiście jest i tłumacz. Przedstawia się Grek: Kurdetenis. Tłumaczenie pismem obrazkowym= kort tenisowy- po francusku: court de tennis
Czasem są to tzw „false friends” czasem inne. Zwykle śmieszne. A podczas różnych podróży zdarzają się wcale nierzadko, a życie tworzy najpiękniejsze przykłady. W miarę jak będzie mi przychodzić do głowy- będę aktualizował. A tera na gorąco.
Nie mogłem być może dlatego zrozumieć czemu mój przygodnie napotkany francuz w pociągu do Tunisu opowiada jak to ciężko pracował w swoim życiu. Spytałem go przecież czy dużo podróżował: avez vous beaucoup travaillé …? Jak widać chytrą pułapką dla anglo- i frankojęzycznych jest podobieństwo brzmieniowe słów- travel (podróż) i travail (praca).
Zdenerwowałem się gdy Belg prowadzący temat zakomunikował mi że rysunki warsztatowe będą z 3- tygodniowym opóźnieniem. No bo jak to– delay of 3 weeks? To straszne! A on biedaczek chciał się pochwalić że będą już w przeciągu 3 tygodni (delai de 3 semaines).
czwartek, 2 sierpnia 2012
pierwszoligowcy!!!
Moja drużyna weszła do pierwszej ligi!! Piszę „moja” bo mimo iż to drużyna pingpongowa a nie brydżowa (tu jesteśmy w 1 lidze), to czuje się z chłopakami związany. I z trenerami i z zawodnikami – spotykamy się wszak na co dzień nas treningach.
Chłopcy trenowani od szkoły podstawowej dojrzewali razem z drużyną i w tym roku kilku z nich razem z maturą zdało i ten egzamin. Jestem dumny!! Chodzę na prawie wszystkie mecze drużyny męskiej a bywa że i kobiecej (pierwszoligówki już od dawna) i robię dokumentacje fotograficzną.
Ale nie tylko na Spójnię. Jeżdżę też czasem do Grodziska (to te „podróże” na emeryturze) gdyż tam grają w Bogorii najlepsi gracze Polski i Europy. A przyjeżdżają na mecze np. Timo Boll, Maze, czy Samsonow!.
Skład Bogorii zmienia się, gra np. polski chińczyk „wandżi” ale prawdziwą perłą jest 13-letni dziś Patryk Zatówka. Talent- chyba nie przesadzę jak powiem że na miarę Grubby!!.
I wszyscy czekamy aż ktoś te tradycje podtrzyma!
poniedziałek, 30 lipca 2012
Nic na siłę- Prawda ponadczasowa.
W domu Sodoma i Gomora. Remont instalacji.
Przy okazji odnowienie domu który ostatnimi laty służył jako galeria sztuki dla graficiarzy i innych wandali. Tak obsmarowanych ścian różnymi bohomazami w życiu nie widziałem.
No ale mam wolny czas a w dodatku muszę im na życzenie otwierać kratę na korytarzu gdzie trzymamy m.in. rowery, no i kibicuję im. Metody te same co pół wieku temu. Rury stalowe ocynkowane (zimna woda) lub nie (c.o) wycinane palnikami i wyrzucane (słusznie) na złom. Nikt się nie patyczkuje z odzyskiwaniem zaworów czy innego barachła.
Mamy materiały wysokiej technologii, komputery, lasery, GPSy, i inne biesy ale metody jak dokładnie pół wieku temu…
Rok 1962. Mam pierwszą praktyką robotniczą na 1 roku Politechniki. Brygadzista poleca mi zdemontowanie instalacji w lokalu. Instalacja gazowa stara jak Matuzalem, zapieczona, nie do ruszenia, ale nowe zawory których mi szkoda więc chcę je odzyskać.
Męczę się jak potępieniec, czy też jak żona kniazia Dreptaka która włóczyła się po zamku. Wchodzi brygadzista i z dezaprobatą ogląda moje wysiłki. Bierze bez zbytnich ceregieli potężny młot i wali że słychać aż na Ochocie. Instalacja oczywiście rozsypuje się w driebiazgi. Piękne zawory trafia szlag a on tonem pouczenia: Pietrek (to piękne imię dali mi na chrzcie) Pietrek, zapamiętaj: nic na siłę, wszystko młotkiem.
Pukają żebym otworzył kratę. Otwieram lecz widzę jak bezceremonialnie obchodzą się z instalacjami. Pytam co zrobią u mnie, wymieniłem wszak niedawno kibelek. A tak a propos – kibel to po hebrajsku: dostać, przyjąć. Niby logicznie.
Pytam zatem czy czeka mnie całkowita rujnacja w domu czy nie. No i słyszę:
Pan to byś chciał tak: z jednego kranu zimna, z drugiego ciepła, kraniki, dywaniki, kafelki, duperelki. Otóż chamstwo! chamstwo i drobnomieszczaństwo z pana wylazło! Patrzę na nich zaciekawiony skąd takie teksty ale uśmiechnięte buzie fachowców świadczą dobitnie że to żart.
Wężykiem.Czekam tylko jak usłyszę na klatce:
Przez cały kraj idziemy dwaj
Czy słońce czy śnieżek czy słota
Niezbędna jest czy chce ktoś czy nie
W pionie usług fachowa robota
Czy to sens ma kląć że ten świat
Z kiepskiego zrobiony surowca?
Bo dobry Bóg już zrobił co mógł
Teraz trzeba zawołać FACHOWCA
środa, 25 lipca 2012
Maluch
Masz, wujek- powiedział do mnie syn kolegi któregoś dnia. Chciałem wyrzucić go na śmietnik, ale może się przyda, a Jasiek nauczy się cokolwiek z czego składa się samochód.
Maluch podarowany więc w zęby mu się nie zagląda. Tym bardziej że był to egzemplarz na wskroś nowoczesny. I tak np. posiadał:
Klimatyzację- okna mu się nie otwierały i stale były niedomknięte. Zabite kawałkami drewienek na stałe.ABS- złudzenie hamowania pulsacyjnego tak charakterystyczne dla ABS powodowały cienkie jak papierki tarcze i całkowicie zjechane klocki.
Rozkładane, a raczej rozkładające się siedzenia. Częstokroć całkiem niespodziewanie.
Płynna (nawet bardzo) regulacja fotela. Na boki i góra-dół też. Najchętniej w czasie jazdy.Dziwne, ale działało mu lewe światło i tylny prawy kierunkowskaz. Cuda jakieś bo od dawna nie posiadał już masy. Jak wyraził się o nim sam ofiarodawca- to sama rouilla (rdza), tylko peintura (farba) go trzyma
Niemniej jednak poświęcałem na niego prawie cały czas emeryta, i zacząłem od hamulców. Kibicował mi młody i koleś ze szkoły. Klocki hamulcowe dociskane są takim cholerstwem co nazywa się tłoczek. Nowe klocki są grubsze, toteż tenże tłoczek trzeba jakoś wtłoczyć. I tu zaczyna się gehenna. To świństwo, a owszem, wychodzi ale do wtłoczenia go z powrotem trzeba imać się różnych sposobów i dźwigni. Ja wypraktykowałem dźwignię z trzonka od młotka. Sapię więc a młodzież się uczy. Koleżka Mariusz siedzi mi na głowie więc zagajam:Idź i spytaj mamę: łatwo wychodzi, trudno wchodzi, co to jest?
Mariusz poleciał i zaraz wraca. Mama kazała powiedzieć że jesteś świnia- mówi.
Idź i powiedz że to tłoczek hamulcowy.
Pobiegł ciekawy jak historia się rozwinie.
Mama przyjęła do wiadomości ale powiedziała że i tak jesteś świnia.
I za co?! A swoją drogą może ma rację?
Subskrybuj:
Posty (Atom)










