środa, 5 lutego 2014

Lockwood

Usłyszałem w „trójce” elektryzującą wiadomość: otóż w piwnicy po Harendą ma dać koncert Didier Lockwood!. No, oczywiście idę, przecież to mój „dobry znajomy” to znaczy ja go dobrze pamiętam, ale czy on mnie też? Wszak to sława- ongiś jeden z najlepszych skrzypków świata! A dlaczego zaraz „znajomy”? Ano dlatego:

Gdy w początkach lat osiemdziesiątych pojechałem na kilkuletni kontrakt do Algierii, zabrałem ze sobą całą skrzynie kaset i płyt. Muzyka była całym moim życiem! Aż tu nagle w ośrodku francuskim w Tlemcen zobaczyłem plakat, że przyjeżdża sam Lockwood ze swoim trio – Philippe Catherine i Christian Escoude. W dniu rozpoczęcia sprzedaży biletów (te nawyki) byłem pod ośrodkiem wczesnym rankiem, niepomiernie dziwiąc się brakiem kolejki, kupiłem bilet bez tłoku, i na koncert zameldowałem się z mini radiomagnetofonem, na który ni obsługa, ni sam Lockwood specjalnie się nie krzywili. Sam koncert – po prostu odlot i ekstaza. Przecudowny. Pirackie nagranie, choć technicznie podłej jakości należy w moich zbiorach do ścisłej czołówki. Gdy po latach udało mi się nabyć płytę tegoż trio z tym samym repertuarem – to już nie to samo, a zachwycające koncertowe „cote jardin” Philippe’a Catherine jest tylko poprawnie nagranym kawałkiem muzyki. Ale oczywiście po koncercie wdarłem sie za kulisy, rozmawiałem z nimi, a Lockwood jak dowiedział się żem z Polski, kazał pozdrowić jego przyjaciela Krzesimira (oczywiście Dębskiego, nie mógł wymówić słowa Krzesimir). Ale czy zapamiętał mnie?
3 lata później w Annabie, to kolejny etap w rozwoju muzycznym Lockwooda- występ już bez tria, ale z syntezatorami. Jakość muzyki syntetycznej w stosunku do akustycznej?- nie będę się wyrażał, bo mogą to przeczytać dzieci. Ale znów po występie poszedłem do niego, zagadałem. Mówił, że pamięta mnie z koncertu w Tlemcen. Może.

No i teraz po koncercie w Harendzie wyszedł do publiczności, do piwnicy. Postawiłem mu piwo przy barze i pogadaliśmy sobie. Głównie o muzyce. Bo przecież to Wielka Osobowość w świecie muzyki, stawiany na równi z takimi gigantami, jak: Stéphane Grappelli, Jean-Luc Ponty, czy „Zbiggy’ Seifret, albo Urbaniak. Reprezentował Francję na słynnych violin summits.
Mój „kolega”

wtorek, 7 stycznia 2014

pięć piroga



Zakopane można kochać albo nie cierpieć. Jednym zatłoczone nad miarę Krupówki się podobają, inni uciekają stamtąd gdzie pieprz rośnie. Ot - różne gusta i upodobania. A okolice Zakopca, taka Cyrhla czy Jaszczurówka? Albo Murzasichle, Zgorzelisko, Małe Ciche (a duże głośne). Miejscowi górale, mimo postępu i ofensywy cywilizacji, jakby mniej tym wszystkim się przejmują. Żyją tak jak dawniej. Kilka dni spędzone tam pozwala na cudowny, prawie zapomniany, kontakt z Tatrami. Na wycieczki do choćby Morskiego Oka, na Psią Trawkę, doliny Kościeliskiej czy Strążyskiej, na Kondratową przez Kalatówki.



Dla syna sąsiada to też gratka nie lada- przyjezdni z Warszawy. Toteż, zrazu nieśmiało, podchodzi „do płota” by się zaprzyjaźnić. No to zagaduję:
- Ile masz lat?

- Jak się nazywasz?

- No co, nie pogadasz ze mną?
- Pięć Piroga – odpowiedział hurtem. Zaprzyjaźniliśmy się więc.
Idziemy na obiad. - Co zamawiamy?- konsultuję z żoną.
– Pięć piroga – odpowiada.
I tak to życie wzbogaca nasze słownictwo.

czwartek, 2 stycznia 2014

tytuły nie tylko gazetowe

Pan Stefan był wkurzony na swego szefa i postanowił wysłać do niego obelżywy anonim. Gdy zastanawiał się jakiego epitetu użyć- wzrok jego padł na Trybunę Ludu, i tytuł:
Niech żyje Józef Stalin!
Zadowolony wyciął „ch” , nakleił na papier. Napis: „ty ch..” prezentował się nieźle……
Następnego dnia, w marcu 1953, ludzie przeczytali w Trybunie;
Nie żyje Józef Stalin!

Ale nie musi być to tytuł z gazety. Jadę sobie samochodem za autobusem przegubowym. Widzę z tyłu autobusu jakiś napis i nagle wyświetla mi się film:
W saloonie- kowboj z panienką, strasznie chcą skonsumować świeżą znajomość. Idą na górę, on już się napala, ale ona, bardziej spragniona papieroska-sięga po skręta. Jemu zaś zapala się ostrzegawcze światło i
napis, który i ja widzę na autobusie:
UWAGA! ZACHODZI PRZY SKRĘCIE.

wtorek, 24 grudnia 2013

i znów Święta

I znów Święta Bożego Narodzenia. A przecież niedawno były. Dzieckiem będąc, czekałem na kolejną wigilię całą wieczność. I na prezenty, najczęściej w postaci koszuli flanelowej czy (cóż za radość) wiecznego pióra produkcji ZSRR. Takie były czasy. Dziś od Świąt no następnych Świąt- ledwie chwilka. Każdy ma swój zakres obowiązków. Z moich, po długich bezowocnych próbach, wreszcie znikł karp. Znikł, gdy powiedziałem prawdę- że się go boję, bo kiedyś skoczył na mnie i chciał mnie zagryźć. Ale pozostały mi dwa zadania:
Po pierwsze- nie przeszkadzać.
Po drugie- brać całą winę na siebie.
I z tych zadań wywiązuję się bez zarzutu.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

zabawy z tytułami

Mieliśmy już zabawy literackie na tematy różne. Np. tę grzejnikiem.
a temat na dziś jest taki:
znamy różna tytuły gazetowe
coś- jak się domyślamy - je zainspirowało
wymyślmy co to było.
na przykład:


dawno temu Ania pojechała do Gdańska
gdy wróciła- okazało się że jest w stanie odmiennym
Jola, dla odmiany pojechała do Gdyni
wraca i - cóż za niespodzianka- również jest w ciąży.
Ziuta wróciła z Sopotu
gdzie też narobiła sobie kłopotu...
wkrótce potem przeczytaliśmy w gazetach
o zajściach na Wybrzeżu


jest zima, baba i chłop idą sobie na spacer
chłop już zmarzł, babie wciąż mało
wreszcie wrócili do chałupy i rozbierają się,
chłop patrzy, a baba ma grube ciepłe galoty
dlatego nie zmarzła…
I wtedy przeczytaliśmy w prasie
O skutecznych reformach

czwartek, 5 grudnia 2013

znów limeryk?

Dawno nie było limeryków, nie?
Oto jeden ze studentów na hiszpańskim opowiadał jak to jechał całą noc samochodem.
Mogłoby to zabrzmieć dwujęzycznie;
Ibamos toda la noche
En coche
Vanimos por la manana
Mi mujer toże niewyspana
Y toda la manana- bełkocze


A prościej

Mam wolne-myślę- to se gdzieś wyskocze
Pojechaliśmy więc na Roztocze
Dojechaliśmy z rana
Żona też niewyspana
I, kurde, cały ranek- bełkocze

A ostatnio kolega podrzucił temat- jego znajoma opowiadała jak pięknie było nad Brdą. No i to jest temat do limeryku. Ciężko, ale nikt nie obiecywał że będzie lekko. Może coś takiego się nada?



nie świstak, lecz werdykt bóbr da
kiedy nad rzeczką zwaną Brda
łosoś, śledzie i sielawy
kłócą się, dość już tej wrzawy,
kto najpiękniejsze łuski ma

poniedziałek, 2 grudnia 2013

logika

Rozmawiam przez telefon z wnukiem. W pewnej chwili pytam:
- a co teraz robisz?
- rozmawiam z tobą- pada rzeczowa odpowiedź
Prosto i logicznie. Logika dziecka jest zabójcza, nie obciążona zbędnym bagażem doświadczeń. Jakże różna od naszej. Kobieca, wszelako, i męska jednak trochę się różnią.
O logice damskiej było sporo. A o logice męskiej?
Idź do sklepu- mówi żona do męża- i kup parówki. Jeśli mają jaja, to kup 10.
Mąż w sklepie pyta: macie jaja?
Tak
To poproszę 10 parówek!
I to jest, proszę pań, żelazna logika!!
Mężczyźni nie wchodzą w szczegóły, gdy nie trzeba. Pytanie- odpowiedź. To najczęstszy schemat bez zbędnych dygresji, opowieści i dywagacji. Nawet w takich okolicznościach:
Skoczkowi nie otworzył się spadochron. Zawiódł również ten zapasowy. Leci biedny i nie wie co ma robić. Aż tu nagle widzi, że z ziemi oderwał się mały punkcik, leci do góry i rośnie w oczach. Gdy jest już całkiem blisko, skoczek zauważa, że to żołnierz, jak on. Zadowolony krzyczy:
- Kolego, spadochron mi się nie otworzył, co mam robić?
- Nie wiem- słyszy w odpowiedzi- ja jestem saper.