wtorek, 23 lutego 2016

Harwood

- Ronald Harwood- wybitny współczesny dramaturg angielski. Znają go za pewnością bywalcy teatrów, jego sztuki były wielokrotnie grywane w całej Polsce. Jak np: „Garderobiany”, „Zatrute pióro”, „Herbatka u Stalina”, czy najsłynniejszy chyba „Kwartet”.
Ponieważ mój szwagier Michał jest jedynym licencjonowanym tłumaczem Harwooda, mam wiadomości z pierwszej ręki. Mam też zaproszenia na premiery i spotkania z autorem. Język znam na tyle, że wstydu nie przyniosę.
Ponieważ poznaliśmy się już nieco, na premierze „Herbatki” Ronald pyta mnie jak podoba mi się sztuka. Zaczyna się obiecująco – mówię na zachętę. Było to po pierwszym akcie. Na szczęście nie maglował mnie po zakończeniu, bo byłbym w kropce. Kłamać nie lubię.
Ale i tak zaprosili mnie do Wrocławia na premierę „Kwartetu” do tamtejszej opery. Postarali się. Widowisko wspaniałe, a że sztuka wyjątkowo wręcz udana- migać się tym razem nie musiałem, i kolacja przebiegła w nastroju euforii.
A i połączenia z Wrocławiem znakomite. Nie wiedzą chyba o tym ci, co to zastali Polskę w ruinie, więc oznajmiam wszystkim. Kilka lat temu jechałem 9 godzin. Teraz- trzy i pół. I to komfortowo.

sobota, 20 lutego 2016

salami

W pewnym wieku trzeba czasami odwiedzić szpital. Choćby dla zrobienia kompleksowych badań. Trzy dni bezsensownie stracone tylko po to żeby się dowiedzieć ze wszystko w zasadzie jest OK. Ale mam dla wszystkich potencjalnych pacjentów miłą informację. Otóż w szpitalu karmią salami Nie żartuję. Niestety moja sala (nr 15) była ostatnia i jedzenie dochodziło zazwyczaj zimne.
Ale za to żona mego sąsiada bywa 4 godziny dziennie, czyli, rzekłbym, o 3h50’ za długo. Wczoraj w dodatku stojąc już w drzwiach, przez godzinę wyjść nie mogła. Potem przez pół godziny męża reanimowali. Wywiesiłem na drzwiach kartkę: „NIE BÓJ SIĘ GOŚCIA SIEDZĄCEGO, BÓJ SIĘ STOJĄCEGO!!”. Udała że jej to nie dotyczy. Przekupię może anestezjologa, niech mnie odłączy od świata na 6 (dla pewności) godzin dziennie.

wtorek, 5 stycznia 2016

Karol

Podczas swych podróży na emeryturze spotyka się różnych gości. Takich jak Karol. Już przy pierwszym posiłku dał się poznać jako poliglota.
siadamy, do stołu, obok jakiś belg.
Coś bym zjadł- mówi do mnie Karol, może rybę? Jak zamówić?
A fish - podpowiadam
Ale ile można jeść rybę. Ryba fajna – mówi Karol trzeciego dnia- ale chyba zjem teraz jajka. Jak to będzie?
Eggs - mówię
Karol zamawia jaja, a kelner na to:
- scrambled eggs, eggs and bacon...?
- eeeee… fish- . Tu Karol wymiękł.

a ten belg siada obok Karola
- bon appétit– życzy
- Karol jestem – słyszy w odpowiedzi
następny posiłek, od nowa: - bon appétit
- Karol jestem - nic się nie zmieniło.
Ten facio jakiś niekumaty - Karol jest wyraźnie niezadowolony.- Przedstawiliśmy się już sobie. Co to, nie pamięta?
- bon appetit, życzy smacznego- wyjaśniam
Karol nie ciemię bity, następnym razem już był szybszy

- Bon appetit!!
A Belg na to: - Karol jestem.

środa, 23 grudnia 2015

limeryki brydżowe

Limeryki

Piękny Olo rodem z Ustki
Zaplanował grę na wpustki
Grał genialnie, kapitalnie
Lecz się zablokował marnie
Widać w głowie miał już pustki
Pan Jeremiasz z Częstochowy
Na wszystko już jest gotowy
Żeby tylko zagrać w brydża
Z partnerami- nie wybrzydza
Nawet jeśli są to krowy

Pani Leokadia z Nowej Huty
Bardzo nie lubiła gry na skróty
Rozgrywała do ostatniej karty
Aż raz kiedyś żołnierz, co zszedł z warty
„Z nerw” wyrzucił przez okno jej buty

Pan Hipolit, na wczasach w Sobieszewie
Nadskakiwał dość atrakcyjnej Ewie
Któregoś dnia kolegom zameldował
Że wreszcie zręcznie ją zaimpasował
- Wiecie, damy impasuję pod siebie

Wzięty adwokat Anastazy z Kolna
Prosił Basię by była mu powolna
Lecz ona na to : purkła?
Inteligentnie burkła
Dobrze że choć dama pik była wolna
There was a Young lady in Bay
And you won’t believe me if I say:
In spite of her station,
Rank and education
She always spelled “Quin” with “K”

Anatol, ceniony technik dentystyczny
Mnóstwo technik znał naprawdę fantastycznych
Ręce do oklasków składały się same
Gdy Jasiowi wydłubał od tyłu damę
Pośród westchnień wielbiących go pań licznych


wtorek, 15 grudnia 2015

źródełko ciepełka

Idą Święta

Wyciszmy się zatem. I powtórzmy za Jonaszem Koftą:
Ździebeło ciepełka
Różowa perełka…
Diamencik ze szkiełka…
Czułości kropelka…
Naprawdę to jest nam bardzo potrzebne. I właśnie tego wszystkim życzymy. Ździebełka ciepełka

linia piastowska

Dryn dryń. Dzień dobry, mówię z sekretariatu Znanej i Szanowanej Firmy. Łączę z Prezesem.
- Piotrek? Cześć mówi Kazik (szszszszsum), pamiętasz? robiliśmy razem dyplom!
Czy pamiętam? Oczywiście. – Cześć Kaziu, jak mnie odnalazłeś?
- Przez te twoje artykuły, gazetka prochemowska dociera i do nas!
Pół wieku minęło i Wiadomości z Prochemu połączyły nas z Kaziem znowu. Pisaliśmy na Politechnice dyplom o gazyfikacji osiedli podwarszawskich. Po materiały do dyplomu jeździliśmy pociągami do Komorowa, Otrębusów i dalej.
Bardzo dobrze nam razem szło i kiedyś kolega spytał na zajęciach, jak to się stało, że dobraliśmy się razem do pisania pracy.
Jesteśmy z tej samej linii- odpaliłem bez namysłu. Piastowskiej.

W ciszy, która zapadła, słychać było że wszystkim szczęki opadły. Wyjaśniłem więc:
To znaczy, tylko Kazio. On wysiada w Piastowie, ja jadę dalej.

sobota, 5 grudnia 2015

Owca i Starsi Panowie

Dostałem w prezencie opasłą księgę z wszystkimi tekstami Kabaretu Starszych Panów. Postawiłem ją na półce obok innych perełek- Załuckiego, Waligórskiego... Tamże odnalazłem coś takiego:



Kierownictwo kabaretu Owca zaświadcza niniejszym, że obywatel Piotr Wowkonowicz jest człowiekiem inteligentnym i kulturalnym, śmiał się mniej więcej we właściwych miejscach, przez co przyczynił się wybitnie do rozwinięcia życia kulturalnego w kraju.
Zaświadczenie niniejsze uprawnia do uważania się za intelektualistę i zwalnia częściowo od pracy zawodowej.
Kierownik Artystyczny
Jerzy Dobrowolski

Niestety w pracy, z niewiadomych przyczyn, owego zaświadczenia nie chcieli mi uznać!


Otwieram książkę starszych Panów (jeno gwoli odświeżenia wspomnień, większość tekstów znam na pamięć) – a tam poezja w czystej postaci. Przecudowne skojarzenia i zbitki słowne, zaskakujące porównania i pointy. Czuję ciepło na sercu i uśmiecham się sam do siebie.
Włączam „dwójkę’, widzę kolejny kabareton, Mariolkę czy coś w tym guście i natychmiast (w trosce o własne zdrowie)- przełączam. Swoją głupotą niszczy uszy, i potem pan laryngolog ma o to słuszne pretensje. Pojawia się smutna refleksja: ongiś bawiono ludzi z polotem. Dziś zmysły tak się stępiły, że trzeba walić młotem.