Ku pokrzepieniu serc. Emerytura jest okresem życia dającym , wbrew pozorom, najwięcej możliwości. Nie poddawać się. Nie zamykać. Przypomnieć sobie stare pasje, tworzyć nowe.
środa, 6 kwietnia 2016
Promocje
Czasem jest pożyteczna, czasem wręcz przeciwnie. I trzeba uważać.
Odkryłem w domu rodzinnym 20 kilo książek telefonicznych. Tych samych które darmo rokrocznie znajdowałem pode drzwiami, i które sprytni oszuści (tak ich trzeba nazwać) wciskali komu mogli, za opłatą!!. Że niby 2 książki (abonentów prywatnych i firm) w cenie jednej - tylko 100 zł. Ja tę makulaturę wyrzucałem (wszystko jest w Internecie), ale starsi ludzie byli w stanie się oprzeć „promocji”.
Jeżdżę często szosa wyszkowską. Tam stoją zwykle panienki, a ostatnio stały z napisem „PROMOCJA”. Nie skorzystałem.
Mosiek, po stracie żony, poszedł do gazety z nekrologiem: „Zmarła Salcie Rosenblaum”. A tu widzi obwieszczenie, że nekrologi do 5 słów są gratis. Promocja, grzech nie wykorzystać. Poszło więc: „Zmarła Salcie Rosenblaum. Sprzedam Opla”.
sobota, 19 marca 2016
AlphaGo
To straszne. Okropne, ale na pewno fascynujące. Otóż komputer dokonał rzeczy, która kilka lat jeszcze temu, wydawała się niemożliwa. Wygrał partię w GO z mistrzem świata. I to z niepokonanym od dziesięciolecia Lee Sedolem. Gdy komputer wygrał z Kasparowem, nikt z fachowców nie sądził, że po szachach przyjdzie kolej i na GO. W szachach łatwiej skodyfikować grę, ograniczona jest ilość kombinacji i ruchów, a w GO jest więcej kombinacji, niż atomów we wszechświecie.
Oprócz tego w GO, oprócz matematyki gra rolę i dusza, postrzeganie pozazmysłowe, odczucie estetyki i kultury. Stopień komplikacji tej gry jest niewyobrażalny: Po kilkunastu partiach można uzyskać siłę gry 20 kyu, dalsza usilna praca może doprowadzić cię do 5-6 kyu, dających szansę w turniejach. Mistrzowie osiągną pierwsze DAN, mogą już bez wstydu grać w zawodach rangi Mistrzostw Europy. Najlepsi, najzdolniejsi, mają szansę dojść do 6 DAN, tak jak nasz Mistrz Europy- Janusz Kraszek. I to już koniec GO amatorskiego (!!). Raz na wiele lat zdarzają się supertalenty, które osiągną 7 Dan, i jest to przedsionek Go zawodowego. A tam drabinka jest jeszcze dłuższa. Tych DAN zawodowych jest 9. Najwyższe tytuły (jak np Honimbo) zarezerwowane są wyłącznie dla azjatów.

No ale Google uwzięły się. Produkujemy już superszybkie komputery, i najlepsi fachowcy i zarazem eksperci GO, skonstruowali maszyną AlphaGo. Konstrukcja na wzór połączeń neuronowych w mózgu, w połączeniu z programem samouczącym się. Maszyna została nakarmiona setkami tysięcy partii, granymi głównie przez zawodowców i stanęła do walki. Na początek wygrała z Mistrzem Europy (2 Dan zawodowe, chińczyk ze Szwecji) i wyzwała na mecz najlepszego na świecie. Transmisje na żywo (mecz odbywał się w Seulu) od 4 rano. Ale że partia trwała zwykle ok. 6-7 godzin, nie było potrzeby tak wczesnego wstawania. Wszystko, zresztą za chwilę było na U-tubie. 5 partii zapierających dech w piersiach, zakończonych wszelako zwycięstwem AI (sztucznej inteligencji), choć do końca losy meczu wisiały na włosku.
Czy kończy się czas ludzkości a nadchodzą cyborgi??!!!
sobota, 27 lutego 2016
Szymon Majewski show.
W teatrze na Ochocie. Wydarzenia aktualizowane nieomal codziennie ale i sporo punktów stałych. Takich odnawianych z grubsza co pół roku. Humor różny, i do jednych odciera szybko, do innych słabiej. Ale ogólnie jak kto poszedł i zapłacił niemałą kasę, by się pośmiać, to w zasadzie ma obowiązek (co najmniej moralny) że by się śmiać.
Żartuje z wszystkich równo i tych z lewej strony sceny politycznej, i tych z prawicy. Z porządnych ludzi (też mają swoje przywary) i tych mniej porządnych. Ze zrównoważonych i nawiedzonych oszołomów.
Ja niestety miałem problem, ten sam zresztą, który wystąpił podczas czytania znakomitej książki „Iwaszki”. Otóż Iwaszkiewicz m. in. opisuje życie „warszawki” i vipów, których połowy nie znam. Podobnie Majewski, gada także i o celebrytach. A ja niekumany, nie znam gości i śmieję się za resztą publiki. Jeśli pójdę na następny spektakl, muszą przedtem iść na dokształt z cyklu „who is who”.
Żartuje z wszystkich równo i tych z lewej strony sceny politycznej, i tych z prawicy. Z porządnych ludzi (też mają swoje przywary) i tych mniej porządnych. Ze zrównoważonych i nawiedzonych oszołomów.
Ja niestety miałem problem, ten sam zresztą, który wystąpił podczas czytania znakomitej książki „Iwaszki”. Otóż Iwaszkiewicz m. in. opisuje życie „warszawki” i vipów, których połowy nie znam. Podobnie Majewski, gada także i o celebrytach. A ja niekumany, nie znam gości i śmieję się za resztą publiki. Jeśli pójdę na następny spektakl, muszą przedtem iść na dokształt z cyklu „who is who”.
czwartek, 25 lutego 2016
Komuno wróć!
Takiego oto przewrotnego hasła używaliśmy, widząc absurdy polskiej rzeczywistości. Dla jaj, rzecz prosta, gdyż nikt nie chciał powrotu tamtych czasów. Pamiętaliśmy dobrze że:
- była tylko jedna, jedynie słuszna, Partia
- a naczelne hasło-żart brzmiało: cała władza w ręce ludu!
- bo w ogóle cały ustrój opierał się na zakłamaniu
- faktyczną władzę sprawował Komitet Centralny, a nie jakiś tam rząd
- pierwszą osobą w państwie był Pierwszy Sekretarz KC
- premier był tylko od wykonywania zaleceń KC i Pierwszego Sekretarza
- prezydenta nie było
- sejm był ubezwłasnowolniony
- sądy działały wg wskazówek Partii
- działania nie „po linii” były słusznie tępione
- stanowiska obsadzane z „nomenklatury” (wiernych partii), nie kwalifikacji
- opozycja to były warchoły, zaplute karły reakcji, czy jeszcze gorzej
- oficjalne media służyły wiernie Partii
- zastraszania, szczucie jednych na drugich, to były słuszne metody działania
- a dla mas, były „zdobycze socjalizmu” czyli ochłapy (później zwane kiełbasa wyborczą)
I tę listę można ciągnąć przez następne 4 strony. Żarty żartami, ale sami nie podejrzewaliśmy (zwłaszcza ci, co tak pięknie głosowali) jak blisko byliśmy prawdy. Dobra wiadomość jest tak, że komuna wkrótce upadła. Zła jest taka, że jak hydra, odrodziła się. Ale czy na długo?
wtorek, 23 lutego 2016
Harwood
- Ronald Harwood- wybitny współczesny dramaturg angielski. Znają go za pewnością bywalcy teatrów, jego sztuki były wielokrotnie grywane w całej Polsce. Jak np: „Garderobiany”, „Zatrute pióro”, „Herbatka u Stalina”, czy najsłynniejszy chyba „Kwartet”. Ponieważ mój szwagier Michał jest jedynym licencjonowanym tłumaczem Harwooda, mam wiadomości z pierwszej ręki. Mam też zaproszenia na premiery i spotkania z autorem. Język znam na tyle, że wstydu nie przyniosę.
Ponieważ poznaliśmy się już nieco, na premierze „Herbatki” Ronald pyta mnie jak podoba mi się sztuka. Zaczyna się obiecująco – mówię na zachętę. Było to po pierwszym akcie. Na szczęście nie maglował mnie po zakończeniu, bo byłbym w kropce. Kłamać nie lubię.Ale i tak zaprosili mnie do Wrocławia na premierę „Kwartetu” do tamtejszej opery. Postarali się. Widowisko wspaniałe, a że sztuka wyjątkowo wręcz udana- migać się tym razem nie musiałem, i kolacja przebiegła w nastroju euforii.
A i połączenia z Wrocławiem znakomite. Nie wiedzą chyba o tym ci, co to zastali Polskę w ruinie, więc oznajmiam wszystkim. Kilka lat temu jechałem 9 godzin. Teraz- trzy i pół. I to komfortowo.
Ponieważ poznaliśmy się już nieco, na premierze „Herbatki” Ronald pyta mnie jak podoba mi się sztuka. Zaczyna się obiecująco – mówię na zachętę. Było to po pierwszym akcie. Na szczęście nie maglował mnie po zakończeniu, bo byłbym w kropce. Kłamać nie lubię.Ale i tak zaprosili mnie do Wrocławia na premierę „Kwartetu” do tamtejszej opery. Postarali się. Widowisko wspaniałe, a że sztuka wyjątkowo wręcz udana- migać się tym razem nie musiałem, i kolacja przebiegła w nastroju euforii.
A i połączenia z Wrocławiem znakomite. Nie wiedzą chyba o tym ci, co to zastali Polskę w ruinie, więc oznajmiam wszystkim. Kilka lat temu jechałem 9 godzin. Teraz- trzy i pół. I to komfortowo.
sobota, 20 lutego 2016
salami
W pewnym wieku trzeba czasami odwiedzić szpital. Choćby dla zrobienia kompleksowych badań. Trzy dni bezsensownie stracone tylko po to żeby się dowiedzieć ze wszystko w zasadzie jest OK. Ale mam dla wszystkich potencjalnych pacjentów miłą informację. Otóż w szpitalu karmią salami Nie żartuję. Niestety moja sala (nr 15) była ostatnia i jedzenie dochodziło zazwyczaj zimne.
Ale za to żona mego sąsiada bywa 4 godziny dziennie, czyli, rzekłbym, o 3h50’ za długo. Wczoraj w dodatku stojąc już w drzwiach, przez godzinę wyjść nie mogła. Potem przez pół godziny męża reanimowali. Wywiesiłem na drzwiach kartkę: „NIE BÓJ SIĘ GOŚCIA SIEDZĄCEGO, BÓJ SIĘ STOJĄCEGO!!”. Udała że jej to nie dotyczy. Przekupię może anestezjologa, niech mnie odłączy od świata na 6 (dla pewności) godzin dziennie.
Ale za to żona mego sąsiada bywa 4 godziny dziennie, czyli, rzekłbym, o 3h50’ za długo. Wczoraj w dodatku stojąc już w drzwiach, przez godzinę wyjść nie mogła. Potem przez pół godziny męża reanimowali. Wywiesiłem na drzwiach kartkę: „NIE BÓJ SIĘ GOŚCIA SIEDZĄCEGO, BÓJ SIĘ STOJĄCEGO!!”. Udała że jej to nie dotyczy. Przekupię może anestezjologa, niech mnie odłączy od świata na 6 (dla pewności) godzin dziennie.
wtorek, 5 stycznia 2016
Karol
Podczas swych podróży na emeryturze spotyka się różnych gości. Takich jak Karol. Już przy pierwszym posiłku dał się poznać jako poliglota.
siadamy, do stołu, obok jakiś belg.
Coś bym zjadł- mówi do mnie Karol, może rybę? Jak zamówić?
A fish - podpowiadam
Ale ile można jeść rybę. Ryba fajna – mówi Karol trzeciego dnia- ale chyba zjem teraz jajka. Jak to będzie?
Eggs - mówię
Karol zamawia jaja, a kelner na to:
- scrambled eggs, eggs and bacon...?
- eeeee… fish- . Tu Karol wymiękł.
a ten belg siada obok Karola
- bon appétit– życzy
- Karol jestem – słyszy w odpowiedzi
następny posiłek, od nowa: - bon appétit
- Karol jestem - nic się nie zmieniło.
Ten facio jakiś niekumaty - Karol jest wyraźnie niezadowolony.- Przedstawiliśmy się już sobie. Co to, nie pamięta?
- bon appetit, życzy smacznego- wyjaśniam
Karol nie ciemię bity, następnym razem już był szybszy
- Bon appetit!!
A Belg na to: - Karol jestem.
siadamy, do stołu, obok jakiś belg.
Coś bym zjadł- mówi do mnie Karol, może rybę? Jak zamówić?
A fish - podpowiadam
Ale ile można jeść rybę. Ryba fajna – mówi Karol trzeciego dnia- ale chyba zjem teraz jajka. Jak to będzie?
Eggs - mówię
Karol zamawia jaja, a kelner na to:
- scrambled eggs, eggs and bacon...?
- eeeee… fish- . Tu Karol wymiękł.
a ten belg siada obok Karola
- bon appétit– życzy
- Karol jestem – słyszy w odpowiedzi
następny posiłek, od nowa: - bon appétit
- Karol jestem - nic się nie zmieniło.
Ten facio jakiś niekumaty - Karol jest wyraźnie niezadowolony.- Przedstawiliśmy się już sobie. Co to, nie pamięta?
- bon appetit, życzy smacznego- wyjaśniam
Karol nie ciemię bity, następnym razem już był szybszy
- Bon appetit!!
A Belg na to: - Karol jestem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




